Góra tło
Szukaj  

Jacek Lachowicz


Fot. Igor Omulecki (omulecki.com)

Jest mi dobrze

Z Jackiem Lachowiczem o nowym albumie „Pigs_joys and organs”, życiu w muzyce i niszach w muzyce, rozmawia Benek Kwiaciarz


Lem pisał do „Fantastyki” recenzje nieistniejących książek, w których wizualizował swoje trudne do zrealizowania – z braku czasu - pomysły. W ub. miesiącu ukazał się twój czwarty album „Pigs_joys and organs” - po brzegi wypełniony wątkami z różnych muzycznych bajek. Kolejny raz, chyba najdobitniej tym razem, udowadniasz, że interesuje cię wielowątkowość, że eklektyzm masz we krwi i że z pozoru oddalone od siebie stylistyki mogą tworzyć piękną, spójną całość. No ale że doba ma tylko 24 godziny – chyba będziesz musiał postarać się o dwie szpalty w jakiejś muzycznej gazecie. Rubryka mogłaby się nazywać „Płyty, które chciałbym nagrać...”
Czekam więc na propozycje... To miło, że cytujesz Lema, bo to mój ulubiony pisarz.
”Świnie...” jest mocno eklektyczna, ale starałem się też bardzo uprościć przekaz, żeby trochę więcej ludzi zainteresowało się moim podejściem do muzyki. Myślę, że udało się wytworzyć pewną jakość tego albumu, który, mam nadzieję, jest na tyle oryginalny, że będzie zdobywał coraz więcej fanów. To, co najbardziej interesowało mnie podczas nagrywania, to odczepienie się od stylistyki stricte rockowej-alternatywnej, która wynudziła mnie już okrutnie. Przyszedł czas na płytę mocno-dobrze wyprodukowaną, na dobrym poziomie, i tego trzymałem się podczas kilku miesięcy pracy nad albumem.

Od stylistyki rockowo-alternatywnej odszedłeś już na poprzednim albumie - „Runo”. Robert Sankowski w „Wyborczej” napisał, że album ten można potraktować jako dodatek do twojej dyskografii. Traktujesz „Runo” jako rodzaj stylistycznego ćwiczenia czy po prostu miałeś klimat na takie ambientoidalne brzmienia?
I miałem ochotę na ćwiczenie, i klimat był dobry na wydanie takiego albumu, ale zupełnie nie zgadzam się z tym, że traktuję ten album jako dodatek do dyskografii. „Runo” ma dla mnie o tyle dużą wartość, że właśnie na tej płycie zerwałem łatki, które podoczepiano mi przez lata mojej działalności. Jak już wspominałem - alternatywa poszła do kosza - rockoteka leży w rowie... To pozwoliło mi na świeżo podejść do płyty „Pigs...”. I, paradoksalnie, niepiosenkowa płyta „Runo” bardziej otworzyła mnie na piosenki, na śpiewanie pełnym głosem. Wydaje mi się, że teraz czuję się pewniej w tej materii. I mam większą swobodę w wyrażaniu się za pomocą głosu. Pozmieniałem też podejście do pisania tekstów. Otrzepałem się z ciężkiego klimatu „artysty niszowego” i potraktowałem „Świnie...” jak album, który ma trafić pod strzechy.

Czy niszowość, często wyznaczająca pewien artystyczny poziom, jest na polskim rynku czymś w rodzaju kuli u nogi?
No niestety tak. Możesz nagrać płytę z przystępnymi, dobrze zrealizowanymi piosenkami, ale przez to, że jesteś kojarzony z pewną grupą odbiorców, automatycznie stajesz się marginesem muzycznym. Ja działam w taki sposób, żeby odkleić się przez produkcję płyty od kojarzenia z niszą. Z płyty na płytę rozwijam pomysły, które przychodzą mi do głowy, i ubieram w takie ciuszki, żeby Pani lub Pan Gdzieśtam zrozumieli, co poeta miał na myśli. To jest chyba mój największy sukces, że pojawiają się moje kolejne płyty i każda z nich jest jakimś krokiem na przód.


Ciąg dalszy






Noc Muzeów 2010 Sztuka 2010-05-15
Planet Doc Review Kino Warszawa 2010-04-20
OPT - zapisy na zajęcia Ośr. Postaw Twórczych 2010-02-09
Naborowska szuka pracy XXX 2010-01-18
Przemek Jurek laureatem Teatr 2010-01-06
12345678910...